o nasaktualnościkontaktE-mail
-
historia koła
-
zarząd koła
-
komisja rewizyjna
-
członkowie
-
kraina wiecznych łowów
-
łowiska
-
aktualności
-
archiwum aktualności
-
walnego zgromadzenia
-
zarządu koła
-
plany łowieckie
-
plan polowań
-
prace gospodarcze
-
polowania dewizowe
-
opowiadania
-
filmy
-
polowania zbiorowe
-
polowania indywidualne
-
nasze trofea
-
prace gospodarcze
-
imprezy w kole
-
zdjęcia archiwalne
-
bezkrwawe łowy
-
ustawa o prawie łowieckim
-
regulamin polowań
-
ustawa o broni
-
kryteria odstrzału
-
zwierzęta łowne
-
statut w PZŁ
-
staż w PZŁ
-
szacowanie szkód
-
do pobrania
-
PZŁ
-
portal łowiecki
-
ZO PZŁ w Szczecinie
-
faza księżyca
-
kalendarz łowiecki
-
pogoda


OPOWIADANIA

 



Opowiadania myśliwego Stanisława Sójki z KŁ Ryś Stargard co mu się  przydarzyło podczas polowań przez okres 25 lat


  Tytuł: Niemożliwe a jednak się wydarzyło

1. Dnia 18 listopada 1993 roku udałem się na polowanie rej.5B. Siedząc na ambonie wypatrzyłem byka szóstaka,który powoli żeruje i kieruje się w stronę ambony gdzie siedziałem. Podpuściłem byka na ok.60m, złożyłem się do strzału na komorę . Pada strzał i na środku ścierni przed amboną w miejscu pada byk. Zszedłem z ambony, obejrzałem leżącego byka oceniłem, że ładny selekt , więc rozebrałem się z kurtki, którą położyłem na ściernisku, broń rozładowałem i i ułożyłem na kurtce. Po zawinięciu rękawów przystąpiłem do patroszenia. Byka ułożyłem wbijając wieniec w ziemię , który leżał na grzbiecie. Zacząłem patroszenie od wycięcia rury przełykowej na szyi. W czasie gdy wyciąłem prawie całą rurę przełykową byk zaczął wierzgać badylami przednimi i tylnymi chcąc się podnieść. Ja z tego strachu nie wiedząc co robić bo to wszystko odbywało się na środku pola owinąłem rurę przełykowa byka na prawą rękę tak aby nie mógł złapać powietrza. Całą siłą przycisnąłem się do szyi byka aby nie mógł mnie zaczepić przednimi ani tylnymi biegami mocno wciskając wieniec w ziemię. Tak walczyłem z bykiem ok.5-10 min.. Po tym czasie zobaczyłem,że byk nie mogąc złapać powietrza przez rurę przełykową, którą miałem owiniętą na ręce zaczął słabnąć i przestał oddychać. Tak przeleżałem przy tym byku może z 15 minut, bo broń była rozładowana i leżała na kurtce ok.3-5 metrów od miejsca patroszenia. Po wypatroszeniu byka odwiozłem do skupu w Łobzie i tam całą ta historię opowiedziałem skupowej. Obszukaliśmy miejsce gdzie byk mógł otrzymać kulę. Po dokładnych oględzinach doszliśmy do wniosku, że byk po strzale padł ze strachu bo nigdzie nie znaleźliśmy miejsca przyjęcia kuli. Byk ten nieregu larny szóstak ważył 86 kg nr kwitu 93/93. Na tym się zakończyła moja I ciekawsza historia podczas polowania.



2. Dnia 12 czerwca 1996 roku wypadł dla mnie dyżur opryskiwania ziemniaków na rej.2A przed dzikami .Hukinolem.. W czasie opryskiwania na obrzeżach zauważyłem obok ambony przy lesie, że z tego miejsca w odległości 50-60 m od ambony świeżo wychodzą dziki. Czynność tą wykonywałem przed wieczorem po zachodzie słońca to i zaraz zostałem na tej ambonie na polowanie. Było jeszcze dość widno, gdy z prawej strony w krzakach zobaczyłem dużego dzika jak takiego warchlaka ok. 30 kg gania i gwizdem próbuje go wypędzić na kartoflisko przez tą zaporę co była opryskana preparatem. Za trzecim lub czwartym razem ten duży dzik wygonił tego małego na uprawę ziemniaków. Ten mały zatrzymał się na czwartej rajce od lasu i zaczął buchtować. Po upływie kilku minut buchtował sobie swobodnie a ten duży stał w zaroślach. Minęło ok.10 minut z lasu wyszedł ten duży. Zatrzymał się na drugiej rajce od lasu wziął ziemniaka w ryj, podniósł do góry i zaczął sobie spokojnie jeść. Ja w tym czasie obserwowałem go przez lornetkę. Patrzę jak podniósł gwizd do góry, że on ma biało w pysku, to znaczy widać mu szable i fajki. Szybko złapałem za broń i gdy schylił się po następnego ziemniaka padł strzał bo brałem go prosto w łeb iż był to duży dzik i nie chciałem go później szukać. Dzik padł na miejscu z ziemniakiem w pysku. Zszedłem z ambony, zaszedłem go od tyłu bo dzik tak jak stał tak na ziemię padł. Po wypatroszeniu i odwiezieniu na punkt skupu w Lublino nr kwitu 12/96 miał 100 kg na czysto po odbiciu trofeum, które było słabe, jedna fajka uszkodzona .To była moja II przygoda.

3. Dnia 26 października 1999 roku zapisałem się na rejon 2A iż tutaj lubię polować. Była godzina może 16 po południu zobaczyłem na polu obok trzcin wychodzące sarny. Podszedłem te sarny na jakieś 80 metrów i wybrałem jedną na boku i strzeliłem. Koza po strzale zgięła się i pomału weszła z powrotem w te zarośla co wyszła. Udałem się na miejsce strzału i na trawie znalazłem treść żołądkową, to znaczy, że otrzymała strzał na miękkie. Stojąc w tym miejscu minęło może 3-5 minut usłyszałem w zaroślach szamotanie i bek sarny. Pomyślałem sobie, że uciekając po strzale zahaczyła się gdzieś o krzaki i się szarpie. Udałem się w te zarośla, patrzę a tam lis tą sarnę trzyma za gardło i próbuje ją zadusić. Gdy mnie zobaczył odskoczył od leżącej sarny jakieś 2 metry i zatrzymał patrząc w moja stronę. Mając już broń przygotowaną do strzału strzeliłem lis padł na miejscu. Takim sposobem za jednym wyjściem miałem sarnę 16 kg nr kwitu 107/99 i lisa , który w tym czasie był w cenie.

4. Dnia 28 listopada 2001 roku udałem się na polowanie na rejon 7A. Robiło się już ciemno, więc zaczaiłem się przy bagnie, z rogu którego wychodziły dziki. Będąc tam ok. 5 minut zobaczyłem, ze od łąki w stronę bagna idzie ciemna plama. Pomyślałem sobie jest listopad a Stelmach rolnik jeszcze pasie krowy. Patrzę przez lornetkę a to nie krowa tylko dzik idzie prosto do bagna ok. 50 m ode mnie. Wziąłem sztucer i mówiąc do siebie jak minie to grube drzewo przy bagnie to będę strzelał. Dzik ukazał się za drzewem, padł strzał i dzik padł na miejscu. Podszedłem do niego, rozebrałem się i przystąpiłem do patroszenia bo było już ciemno. Ułożyłem dzika na plecach i nożem zacząłem go patroszyć od wycięcia fiuta. Patrzę a dzika interes raz jest na wierzchu raz się chowa i cały czas się rusza. Pomyślałem sobie, że to duży dzik i jeszcze działają nerwy. Pociągnąłem nożem po przyrodzeniu dzika a on jak leżał na plecach to gwizdem chciał mnie zahaczyć i próbował się podnieść. Złapałem go za tylny bieg jedną ręką utrudniając mu powstanie a drugą sięgałem po sztucer, który stał z boku przy drzewie. Szamotaliśmy się tak ok.3-5 minut jakoś udało mi się złapać sztucer, puściłem dzika szybko przeładowałem i gdy on się podnosił z 1 metra strzeliłem prosto w łeb. Dzik padł na miejscu a ja obok niego przesiedziałem ze zmęczenia i strachu ok.15 minut. Nawet go nie patroszyłem, pojechałem po kolegów aby pomogli mi go wyciągnąć z tego bagna. Kolegami, którzy mi pomagali byli Kazimierz Różycki oraz Krzysztof Cieliński. Dzik po wypatroszeniu miał 93 kilogramy i został odstawiony do punktu skupu dziczyzny w Lublino. Z tego strachu zapomniałem zostawić sobie na pamiątkę trofeum.

5. Dnia 2 grudnia 2003 roku zapisałem się na polowanie rej.2B. Usiadłem na ambonie Władka Chamulaka pod dębem. Było bardzo zimno a miałem ze sobą psa jamnika Remi. Wsadziłem psa pod panterkę bo trząsł się z zimna. Po upływie ok. godziny pies zaczyna pod kurtką się kręcić i mruczy. Księżyc ładnie świeci na polu, śnieg, widok mam bardzo dobry a nic nie widzę. W pewnej chwili słyszę ciamkanie pod amboną. Wychyliłem się patrzę a pod moją ambona stoi dzik i szuka żołędzi. Po cichu na ambonie znalazłem 3 żołędzie, wychyliłem się i lekko rzuciłem przed ryj dzika. On jakby nigdy nic ruszył w stronę spadających po kolei 3 żołędzi, wyszedł spod ambony na jakieś 2 metry. Wychyliłem się z ambony z psem pod panterką. W lunecie z góry złapałem plamę i strzał. Dzik padł na miejscu. Wycinek ok. 50 kg a , że było to blisko świąt więc wziąłem go na użytek własny.

6. Dnia 12 grudnia 2004 roku zapisałem się na rejon 4B. Kolega Tadeusz Różycki zapisał się na rej. 4A . Jego samochodem pojechaliśmy na polowanie ok.23 za dzikiem bo zbliżały się święta. Tadek zostawił mnie obok osady Sątyrz II a sam pojechał do granicy rej. 3 od strony Sątyrz I. Umówiliśmy się, że ja przejdę zobaczyć pod dęby i spotkamy się na drodze kasztanowej obok Sątyrza to jest ok. 3 km. Ruszyłem spacerem bo księżyc pięknie świecił, było sporo śniegu, tak że widoczność była bardzo dobra. Uszedłem od drogi głównej jakieś 100 m, słyszę szelest po liściach. Z zarośli pod dęby wychodzą dwa dziki na odległość 60-70 m i zaczynają buchtować. Wybrałem tego mniejszego w krzyżyk strzelam pada na miejscu. Ten pierwszy poszedł w zarośla spokojnie. Dochodzę do dzika a tam leży odyńczak ok. 60 kg. Wypatroszyłem go, włożyłem podpórki aby się nie zaparzył i ruszyłem w umówione miejsce bo było już północy. Na tym rejonie poluję przeszło 20 lat. Myślałem, że znam wszystkie drogi przez las. Trzy razy dochodziłem do złamanej topoli aby udać się na drogę bukową, kręciłem się po lesie i nie znalazłem drogi. Wróciłem w to miejsce gdzie strzeliłem dzika i przedzwoniłem z komórki do kolegi aby przyjechał tam gdzie mnie zostawił bo nie mogę trafić. Kolega przyjechał, załadowaliśmy dzika, którego wziąłem na użytek własny. Po drodze opowiedziałem mu całą te sytuację, że nie mogłem trafić do drogi. Za parę dni byłem w tym samym miejscu w dzień i zorientowałem się, że ja od tej złamanej topoli zamiast odbić w prawą stronę to ja odbijałem w lewo. Od tej pory boję się nocami chodzić przez las aby nie pomylić drogi bo w dzień inaczej wygląda jak w nocy.

7. W miesiącu styczniu 2005 roku na rejonie 9B siedząc na swojej ambonie strzeliłem lisa ze śrutu nr 2. Po strzale lis padł na miejscu więc zszedłem z ambony wziąłem go za kitę na plecy i przyniosłem obok samochodu. Położyłem lisa z tyłu aby otworzyć drzwi i bagażnik .Otworzyłem drzwi, schowałem broń i chciałem schować lisa do bagażnika. Bardzo się zdziwiłem byłem sam , nikogo w pobliżu nie było aby mi lisa schował. Nie było też lisa i do dzisiaj nie wiem co się z ni stało. Chyba zmartwychwstał i uciakł.

8. Dnia 6 listopada 2008 roku zapisałem się z kolega Tadeuszem Różyckim na polowanie. Ja na rejon 4A on na 4B. Zrobiło się szarawo, rozeszliśmy się on na swój rejon ja na swój. Idąc w stronę usłyszałem w zaroślach gryzące się dziki. Po cichu podszedłem pod zarośla , trzciny, krzaki i słyszę tam chodzące w środku dziki. Czekałem tak przy tych zaroślach może z 15 minut. Nagle zobaczyłem, że nad trawami gdzie słychać było dziki ukazał się łeb dzika . Byłem już przygotowany, strzeliłem , zrobił się rumor i po chwili cisza. Bojąc się wchodzić sam w te zarośla przedzwoniłem po kolegę. Będąc we dwóch byłem odważniejszy i wszedłem w te zarośla. Leżał tam odyniec, który otrzymał kulę prosto w łeb. Wypatroszyłem dzika i próbowaliśmy wyciągnąć go z tych zarośli . We dwójkę nie daliśmy rady bo jak się później okazało na skupie miał 110 kg już po odbiciu trofeum. Szable 17 cm, fajki słabe uszkodzone. Zapomniałem tu dodać, że dziki te w zaroślach miały huczkę i ten chciał pokryć lochę, na którą wskoczył więc łeb się ukazał nad trawami. I w taki sposób zginął podczas przyjemności. Była to moja 8. przygoda podczas 25 lat polowania . Było jeszcze wiele innych przygód, ale to może innym razem opiszę.


Stanisław Sójka
autor opowiadań przy strzelonym byku.